Nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy place zabaw przygotowane w naszych super zamkniętych osiedlach są przemyślane i dobrze przygotowane. Taki ot drobiazg, o którym pewnie przyszli rodzice nie pamiętają, a obecni uznają za coś może i istotnego, ale niezbyt ważnego. Dzisiaj akurat zasłużony dzień dobry i korzystając ze słonecznego dnia większość czasu na zewnątrz. Placów na naszym osiedlu mamy kilka, ale żaden nie ma jest zacieniony. W południe przy pełnym słońcu są puste. Mamy, babcie , nianie ochoczo szorują do domów od 12:00, bo za jakie męki mają cierpieć na słońcu. Nieprzemyślane inwestycje. Piękna zieleń na całym osiedlu, ba nawet ogrodnik podobno jest dochodzący, ale żeby ktoś pomyślał i kilka lat wcześniej zasadził większe drzewa dające cień to nie. W Polsce obecnie dużo się buduje więc młode mamy i przyszłe mamy pamiętajcie o tym aspekcie, bo tak jak ja za kilka lat obudzicie się ze słońcem na piaskownicy. A plac zabaw dla bliźniaków? To kilka moich uwag. Jeśli pojedynczo wychodzimy z dziećmi to piaskownica jest ok, mam ich na oku, zabawki zazwyczaj są pozostawiane w piaskownicy więc nie musimy nosić. Gorzej z huśtawką. Na jednym placu pojedyncza (a oboje chcą teraz, już i długo), na innym podwójna, ale jedna dla bobasów, a druga to opona. Podwójna huśtawka byłaby naprawdę rozwiązaniem dla mamy z bliźniakami. Wszystkie inne wspinaczkowe ścianki, bujaki i ślizgawki. Jeszcze nie dla nas.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bliźniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bliźniaki. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 26 maja 2014
czwartek, 30 stycznia 2014
Zobacz! Bliźniaki!
Oj przyszła mamo bliźniąt musisz się przygotować na zainteresowanie otoczenia. Im cieplejsza pora roku i łatwiejszy dostęp w wózku do dzieci, tym przechodnie chętniej będą zaglądać do wózka. Podwójna fura wywołuje zainteresowanie i to duże. Rzadko będziesz mijać osoby, które nie zwrócą na Was uwagi i nie skomentują. Ja rodziłam w lipcu i dzięki temu, że maluchy jeździły w gondolkach zakrytych pieluchą miały w pierwszych tygodniach życia trochę spokoju. Komentarzy na ulicy było co nie miara, większość życzliwa, o super bliźniaki, fajny wózek, uśmiech. Ale zdarzały się i takie, zwłaszcza od Pań, które już trochę przeżyły, ale kłopot, ale problem, o Jezu, jak Pani sobie radzi, etc. Rzeczywiście jak ja mogę sobie radzić z dwójką dzieci, na które tyle czekałam? Knebluję je i zamykam w szafie :-) Przyszła mamo miej przygotowany uśmiech i zbywaj je, niech zadają pytania i same sobie odpowiadają, z pewnością znają się na wszystkim. A pytania zdarzają się super:
-Czy to bliźniaki?-Tak.
-To dlaczego to chłopiec i dziewczynka?
-Yyyyy
- Czy to bliźniaki?
-Tak.
-To dlaczego nie są ubrane tak samo?
-Yyyyy.
A kiedy Tymon był już większy i jeździł w spacerówce, a Pola nadal w gondoli to rolę się odwróciły.
-Czy to rodzeństwo?
- Tak. Syn jest 3 miesiące starszy. :-))))
-Yyyyy.
Za nic nie mogli dojść jak to możliwe :-)
Teraz mamy zimę i dzięki temu każdy zmarznięty szybkim krokiem udaje się do domu, a my mamy trochę spokoju. Ale przed nami lato. Najzabawniejsze teksty zacznę chyba notować.
![]() |
| Tymon mógłby być na różowo. Gender! |
niedziela, 12 stycznia 2014
Projekt Samo_Się VIII
No i mama zapomniała. Wymyśla zabawy, fotografuje, a my już jesteśmy przecież w innej kategorii wiekowej. 6 miesięcy uppp....A więc o nowej perspektywie będę pisała ja Pola. Już większość czasu spędzamy na brzuszku. Oglądanie książek idzie nam całkiem fajnie, samo decydujemy, na której stronie zatrzymujemy się dłużej, a które omijamy.
Zaczęłam zauważać swojego brata Tymonka. To całkiem miło zobaczyć kogoś, kto ma takie proporcje jak ty i nie patrzy na Ciebie z góry.
![]() | |||
| Z daleka jest niczego sobie... |
![]() | |||
| ...ale z bliska to już mega przystojniak. |
środa, 8 stycznia 2014
Minki chłopczyka i dziewczynki
Ten etap Projektu Samo_Się już dawno za nami, ale chcę abyście wiedzieli, że bliźniaki to 2 razy więcej min, uśmiechów, czasami płaczów, ale naprawdę z dużą przewagą radości. Uśmiechów na pozostałą część tygodnia.
niedziela, 5 stycznia 2014
Przepadam.....za Wami!
Bejbiki to już nasz drugi etap w Projekcie Samo się więc oddaję Wam głos, chociaż mama najchętniej napisałaby, że przepada i zachwyca się Wami:-) Ale cóż to nie mama ma być najważniejsza.
Tymon 6 miesięcy: jestem samolotem. Zostałem nim niedawno, kiedy odkryłem, że leżąc na brzuchu mogę bez problemu wznieść się w górę. Szybuję tak kilka sekund, później ląduję, daję sobie chwilę wytchnienia i ponownie startuję. Świat jest piękny z tej perspektywy. W końcu widzę dokładnie, czy mama dobrze odkurzyła dywan, mogę zobaczyć co nasz kot Frodo jadł na obiad, no i jako pierwszy patrzę na siostrę "z góry" :-)
Pola 6 miesięcy: niestety marchewki, pietruszki, brokuły, jabłka mnie nie zachwyciły. Mama będzie musiała poczekać zanim poznam jej zdolności kulinarne, na razie chętnie pobudzam kubki smakowe wypiekami z piekarni. No wiem. Trochę to wymusiłam. Mama już nie ma pomysłu co oprócz jej mleka mi zasmakuje i eksperymentujemy. Ale przyznam, że bułka to był strzał w 10.
Nie możemy Wam powiedzieć za czym nie przepadamy, bo....takich rzeczy nie ma. Świat jest piękny i chcemy czerpać z niego całymi garściami.
Tymon 6 miesięcy: jestem samolotem. Zostałem nim niedawno, kiedy odkryłem, że leżąc na brzuchu mogę bez problemu wznieść się w górę. Szybuję tak kilka sekund, później ląduję, daję sobie chwilę wytchnienia i ponownie startuję. Świat jest piękny z tej perspektywy. W końcu widzę dokładnie, czy mama dobrze odkurzyła dywan, mogę zobaczyć co nasz kot Frodo jadł na obiad, no i jako pierwszy patrzę na siostrę "z góry" :-)
Pola 6 miesięcy: niestety marchewki, pietruszki, brokuły, jabłka mnie nie zachwyciły. Mama będzie musiała poczekać zanim poznam jej zdolności kulinarne, na razie chętnie pobudzam kubki smakowe wypiekami z piekarni. No wiem. Trochę to wymusiłam. Mama już nie ma pomysłu co oprócz jej mleka mi zasmakuje i eksperymentujemy. Ale przyznam, że bułka to był strzał w 10.
Nie możemy Wam powiedzieć za czym nie przepadamy, bo....takich rzeczy nie ma. Świat jest piękny i chcemy czerpać z niego całymi garściami.
sobota, 4 stycznia 2014
Karmienie piersią - mój wybór
Poświętowaliśmy. Nie mówię tu ani i Sylwestrze, ani o Nowym Roku. Od 2014 każda noc sylwestrowa to półrocze naszych dzieci. 1 stycznia 2014 o 1:19 i 1:20 Pola i Tymon skończyli 6 miesięcy. Mama zachowała się przykładnie i przez 6 miesięcy jak nakazuje WHO karmiła piersią. I to bliźniaki. Da się? Da się! Z perspektywy czasu mogę nawet powiedzieć, że to nie był ani wyczyn, ani coś niemożliwego. Po prostu tak postanowiłam i dało się zrobić. Oczywiście, że było pod górkę, ale to były raczej wzniesienia, niż góry. Jakie mam rady dla mam bliźniąt, które chcą karmić piersią:
- nie musisz być wyczynowcem i karmić obydwoje dzieci na raz; mnie się to udało jedynie kilka razy, wymaga dużo koordynacji ruchowej, sporo wysiłku, jedno dziecko je szybciej i szybciej się najada, drugie wolniej i potrzebuje więcej czasu; musisz uważać, żeby mieć wolne ręce i w razie zachłyśnięcia móc podnieć bejbika;
- poduszka do karmienia -rzecz fajna, ale niekonieczna, raczej zbędna;
- u mnie sprawdziła się leżąca pozycja do karmienia, dzięki temu i ja mogłam sobie chwilę poodpoczywać;
- początkowo dzieci jedzą długo i wydawać by się mogło, że spędzasz na karmieniu cały czas, ale to złudne, szybko minie, one będą jeść szybciej, a posiłki potraktujesz jako moment na "wspólne" rozmowy;
- pamiętaj o prawidłowym przykładaniu dziecka, prawie cała obwódka powinna zmieścić się do buziaka, w innym przypadku będziesz płakać z bólu :-(
- dziecko karmione piersią potrafi nawet do 7 dni nie robić kupy - to normalne, bo całe kobiece mleko jest trawione;
- w czasie karmienia piersią zrezygnowałam ze smażonych potraw ( również jajecznica), zielonych ogórków, kapusty, kalafiorów, ograniczyłam kawę, czekoladę, wodę gazowaną Po kilku kostkach czekolady czy kawie z mlekiem nie miały żadnej rewolucji; naprawdę dieta, jeśli tak to można nazwać jest ok;
- kup laktator, zawsze ktoś inny będzie mógł nakarmić jedno z dzieci, jeśli będą chciały oboje jeść jednocześnie. Sama też będziesz mogła jednego karmić piersią, a drugiemu podawać butelkę. Da się uwierz mi!
- kup mleko, żeby zawsze na wszelki wypadek było pod ręką; ja miałam takie przestoje, że w pewnym momencie zawsze około południa nie miałam pokarmu;
- po kilku miesiącach czas spędzony na karmieniu będzie okazją do pobycia przez moment tylko z jednym szkrabem, popatrzenia mu w oczy i obserwacji jak się rozwija;
- karm, bo momentalnie wrócisz do formy.
Przez całe 6 miesięcy tylko 2 razy moje bejbiki miały lekki katar i kaszel, a przyznam się, że stosuję raczej zimny chów, czyli ta mityczna ochrona przeciwciałami matki działa!
piątek, 27 grudnia 2013
Dwie inne osoby
Świeta, święta i po świętach! Bejbiki to były Wasze pierwsze święta po drugiej stronie brzucha. Pierwsza choinka i pierwsze prezenty. Byliście zuchami, nie dość, że zjedliśmy kolację w spokoju (Tymonku przespałeś znaczną część ), to nie było żadnego pojękiwania i płaczu. Mam nadzieję, że jaka wigilia taki cały rok:-) W ogóle te nasze bliźniaki są bardzo grzeczne, do okiełznania. JA mogę tylko zachwalać posiadanie bliźniaków. Owszem bywają cięższe chwile, ale nigdy takie do zwątpienia. Pewnie niejedna mama pojedynczego dziecka ma ciężej. Trzeba koniecznie wypracować system - o tym czytałam w wielu poradnikach przed porodem. Synchronizacja - słowo klucz do ogarnięcia dzieci. Ale czy u nas to się sprawdziło, raczej lawirowaliśmy. Dzieciaki raz śpią w jednym czasie, innym razem osobno. Chcą jeść obydwoje na raz, a czasami mają ciekawsze rzeczy do zrobienia. Z każdym dniem stają się inne. Tak naprawdę to traktujemy je jak rodzeństwo, każde ma inną osobowość, co innego lubi, co innego robi. Pola jest jeszcze niemowlakiem. Chwali sobie tylko mleko mamy i nic jej nie przekona do jedzenia marchewki czy jabłka. Tymon to mężczyzna - pochłania smaki i zapachy, szuka nowości, a tych dostarczyły mu święta. Pola pierwsza leżała na brzuszku, po miesiącu mocno trzymała głowę do góry. Tymon był leniuszkiem, a teraz pierwszy przekręca się z pleców na brzuch. Tymon lubi pospać, nawet do 9:30, a Pola o 7:00 jest gotowa do zabawy. Pola dostrzegła swoje stopy, pewnie za chwilę duży palec od nogi trafi do buzi. To Tymonkowi pierwszemu rosły włoski, a właściwie grzywka, a to Pola przecież czeka na swoje kucyki. Pola pierwsza przespała już 2 razy całą noc. Jak niesamowicie jest obserwować rozwój dwóch tak integralnie różnych osób. Naprawdę bliźniaki to nic strasznego!
wtorek, 17 grudnia 2013
Piernikowo
Tradycji stało się zadość. Jak co roku mama z tatą piernikowali, tzn. mama skończyła, a tata potrzebuje jeszcze kilku dni na dokończenie domku. W tym roku dzielnie nam pomagaliście, a dosłownie nie przeszkadzaliście za bardzo i mogliśmy poddać się atmosferze świąt. Za rok żegnajcie idealne kształty Pola i Tymon pokażą swój artyzm, cała kuchnia w lukrze :-)
Super przepis na "pierniczki palce lizać" znanej dekoratorki pierników pani Jarmili Buczyńskiej
- 140 g cukru pudru
- 60 g masła
- 90 g miodu
- 2 łyżeczki przyprawy do pierników
- 2 jajka
- 400 g mąki pszennej
- 1,5 łyżki kakao
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
Sposób przygotowania
1 jajko, 1 łyżka mleka,
cukier, masło, miód, jajka oraz przyprawę piernikową wkładamy do
metalowej miski, ustawiamy na garnku z gotującą się wodą. Podgrzewamy,
mieszając. Należy uważać, aby masa się nie ścięła, jej temperatura nie
powinna przekraczać 50°C. Zdejmujemy z palnika, lekko studzimy. Łączymy
mąkę, kakao i sodę, dodajemy 3/4 tej mieszanki do ciepłej masy.
Mieszamy, dodajemy resztę mieszanki i wyrabiamy ciasto. Owijamy je w
przezroczystą folię i wkładamy do lodówki na 24 godziny. Następnie
rozwałkowujemy na grubość 2-3 mm (na blacie posypanym odrobiną mąki) i
wycinamy dowolne kształty. Układamy na blasze wyściełanej pergaminem.
Pieczemy w 175°C przez 10-12 minut. Aby pierniczki były błyszczące, po
upieczeniu i wystudzeniu możemy posmarować je jajkiem rozmąconym z
łyżką mleka i ponownie włożyć do piekarnika (nagrzanego do 70-80°C) na
ok. 10 minut.
Smacznego!
sobota, 14 grudnia 2013
Wózek! Ważna, najważniejsza rzecz
Kiedy dowiedziałam się, ze jestem w ciąży bliźniaczej może nie od razu, ale za chwilę pojawiła się myśl: moje dzieci będą jeździć w dużym, ciężkim i brzydkim wózku? Przecież tylko takie są, na ulicach nie widziałam zbyt dużo duo pojazdów, dookoła tylko Mutsy i spółka. A bliźniacze? A dla rodzeństwa? I zaczęliśmy poszukiwania. Wózek musiał:
1. być na tyle duży żeby bejbikom było wygodnie.2. być wąski żebyśmy mogli mieści się w większość drzwi (a te są 80 cm) oraz do wind.
3. lekko się prowadzić, bo nie wykluczam sytuacji kiedy jedno z dzieci będę musiała wziąć na ręce i prowadzić go tylko jedna ręka.
4. jakoś wyglądać, tzn. po prostu wizualnie fajny.
5. mieć folie przeciwdeszczowe, co w przypadku wózku dla bliźniaków nie jest oczywiste.
6. cena powinna być przyzwoita, chociaż uznaliśmy, że to inwestycja długoterminowa i na tym kryterium nie będziemy się jedynie skupiać.
No i zaczęło się. Większość sklepów nawet w Warszawie(SIC!) nie ma na stanie wózków dla bliźniaków. Nie opłaca się, nie schodzą, nie ma w hurtowniach, a są takie właściwie- to najczęściej słyszeliśmy od sprzedawców. Nawet nie chcę myśleć jak jest w innych miastach. Pozostał net. Grzebanie, przeglądanie, pytanie. I co? Nie ma wózka idealnego, przynajmniej dla bliźniąt. Ale taki prawie idealny znaleźliśmy. Podpowiedź przyszła z jednego z forum. Easy Walker duo- prawie ideał w prawie idealnej cenie niedrogiego samochodu niestety.
Co jest za:
1. Ma 76 cm szerokości. Mieścimy się w każdych drzwiach, tzn. do dnia dzisiejszego nie było takich, w które się nie zamieściliśmy.Co jest za:
2. Ma pompowane duże koła. Przednie można zablokować tak, żeby się nie skręcały. Ale niezablokowane nie latają też jak opętane.
3. Jest naprawdę solidnie wykonany.
4. Gondolki są długie. W każdej z nich z przodu jest kieszonka na portfel, telefon, etc co nie wymaga od mamy, babci, taty dodatkowej torby.
5. Koszyk na zakupy jest duży podwójny, naprawdę sporo pomieści.
6. Składa się super- opinia taty- i zajmuje naprawdę mało miejsca. Mieści się bez problemu w bagażniku.
7. Prowadzi się lekko. Sprawdziła to Pola, którą już kilka razy musiałam nieść na jednym ręku i prowadzić wózek drugą.
8. Siedzenia są obok siebie, a nie jedno za drugim. Nie znalazłam racjonalnych argumentów jak mam w przyszłości sadzać dzieci: Pola pierwsza bo starsza, czy Tymon pierwszy bo chłopak.
9. Reakcje przechodniów: ale fajny wózek.
10. W wyposażeniu jest folia przeciwdeszczowa na gondole x2, folia przeciwdeszczowa podwójna na spacerówki, siatki przeciw komarom dla gondoli( i tutaj duży plus, bo są na tyle uniwersalne, że my używalismy je także na nasze bujaczki z Tiny Love, kiedy dzieci spały w nich na tarasie).
Co nas w wózku razi( tylko razi, a nie jest dużym minusem).
1. Gondolki są jednak wąskie. Nasz 5 miesięczny Tymon (75 centyl) musiał już zamienić ją na spacerówkę. No ale to cena za mieszczący sie wszędzie wózek.
2. Brak podstawki na nogę, żeby wózek podnieść przy podjeździe na krawężnik. Jest on jednak na tyle lekki i zwinny, że bez problemu można to robić bez pomocy nogi.
3. Folia przeciwdeszczowa na spacerówki jest jedna na dwa wózki. Niby logiczne, że deszcz pada na oboje dzieci na raz, ale co w sytuacji, gdy Pola jest w gondoli, a Tymon w spacerówce? Trzeba dokupić folię do zwykłego pojedynczego wózka, podwójna będzie potrzebana, gdy będziemy juź używać dwie spacerówki jednocześnie.
4. Torba do wózka nie jest w cenie. W większości wózków pojedynczych to jednak standard. Ja jeszcze nie zakupiłam. Mama karmiąca ma jedzenie zawsze ze sobą, a pieluchy można spokojnie wrzucić do kosza pod wózkiem.
5. Rączka wózka nie przekłada się. Spacerówki zawsze są do nas tyłem.
I jeden minus- CENA.
Wszystkim szukającym wózka dla bliźniaków z Warszawy i okolic polecam sklep stacjonarny Bliźniacze szczęście, który naprawdę jest nieźle zaopatrzony. Można obejrzeć, dotknąć, pojeździć. A więc szerokiej drogi wszystkie mamy i tatusiowie bliźniaków.
czwartek, 5 grudnia 2013
Marchewkowy zawrót głowy
Marchewka górą! Tymon pochłania ją podobnie jak brokuły, a Pola dzisiaj zasmakowała. Mam nadzieję, że to nie jednorazowy przypadek i jutro też będzie chciała posmakować. Mniam!
Ps. Da się karmić bliźniaków na raz. Dzisiaj akurat karmiliśmy Was razem z tatą, ale wczoraj mama dała radę sama. Trzeba tylko skupić się, żeby nie pomylić miseczek i łyżeczek :-) ale co to dla nas mam bliźniaków.
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Christmas time!
No i dopadła nas świąteczna gorączka. Ale w tym roku ma ona całkiem inny wymiar. To Wasze pierwsze święta po tej stronie brzucha i mama z tatą zadbają o to, żeby były wyjątkowe. A to przedsmak tego, jaką tata przygotował niespodziankę.
środa, 27 listopada 2013
Złapać byka za rogi, czyli o kolce
Nie ma co ukrywać obawiałam się jej od początku, nawet w ciąży rozpytywałam o nią wszystkie mamy. Czy dzieci ją mają, czy miały, czy są jakieś sposoby na jej uniknięcie? O czym mowa? Oczywiście o KOLCE! A fu! Jak bardzo mama się jej obawiała, czytała, że nie ma na nią sposobu, że jak przyjdzie to my i nasi sąsiedzi mamy 4 miesiące wyjęte z życiorysu. Obserwowaliśmy Was z tatą i nic. Ufff....Udało się, nie ma jej. I nagle....łaaaaaa. W 3 tygodniu życia Tymonek po kąpieli i wieczornym karmieniu zaczyna płakać. Ani mama, ani tata nic nie mogą pomóc. Lulanie, bujanie, noszenie na rękach nic nie daje. Nie wygląda to na typową kolkę, raczej takie skurcze i prężenie co 3-5 minut trwające około 30 sekund. Po 15 minutach ja już płaczę, nie wiemy co zrobić. Dzwonię do koleżanki, która przeszła to ze swoją córką. Magda pomocy! Rekomenduje Espumisam i włączenie suszarki. Espumisan pod ręką, tata kupił już po wcześniejszym niespokojnym wieczorze. O dziwo udaje się Tymonkowi zasną. Oddychamy z ulgą i jednocześnie obawą, że może to spotkać też Polunię, a ona jest taka malutka, drobniutka, 500 gram mniejsza od brata. Espumisan dajemy 2 x dziennie codzinnie. Zaczynamy od 8 kropli na jedno podanie i codziennie zwiększamy, aż dojdziemy do 15. Podajemy profilaktycznie też Poli. Na szczęście ona nigdy nie miała kolki i nie wiem czy to zasługa leku czy po prostu jej nie miała. Tymonkowi też przechodzi, ma jeszcze 3-4 ataki, tyle że trwające około 5 minut - nagły płacz i prężenie się zawsze około 21:00. Espumisan podajemy do końca 3 miesiąca. Pierwszą buteleczkę kupujemy w aptece stacjonarnej, ale 2 pozostałe w aptece internetowe. Nie dość, że tańszy to jeszcze niemiecki o zwiększonym stężeniu. Lekarz mówi nam, że Espmisan nie wchłania się do organizmu, nie można go przedawkować. To nas uspokaja, bo podajemy dawkę nieco większą niż jest wskazana na opakowaniu. Czy to on rzeczywiście nam pomógł? Nie wiem, może to przypadek, może Tymonek miał mieć tylko te kilka kolek. Wiem tylko, że przy okazji tata odnajduje genialną rzecz - aplikację na iphona sleep sheep. Jest do pobrania za darmo, jej włączenie wydobywa odgłos suszarki, można ustawić czasowe wyłączanie. Ratuje nam przy tych kilku atakach życie. Tymon przy niej zasypia. Jego o miesiąc młodszy kuzyn również. Pola przy jej dźwiękach również usypia więc dla rodziców bliźniąt czy rodzeństwa rewelacja. Naprawdę działa. Niech żyje technika. Jest dostępna z pewnością na wszystkie smartfony, więc rodzice do dzieła, będziecie zadziwieni.
Podczas wizyty położnej wspomniałam jej o naszych atakach kolki. Napisała mi listę pomocy. Kolejność jest ułożona wg jej wiedzy nt. skuteczności tych preparatów. Ja jednak nie zdecydowałam się na zmianę preparatu.
piątek, 22 listopada 2013
Karmienie bliźniaków
Pomysłów na karmienie bliźniaków jest pewnie tyle ile ich matek. Ja będąc jeszcze w ciąży naczytałam się o wszystkich za karmienia piersią oraz wszystkich za i przeciw karmienia butelką. Tak długo czekałam na naszych szkrabów, że uznałam, że chce dla nich jak najlepiej i wybieram karmienie piersią jak długo się da. Wtedy wydawało mi się, że rozważam czas 3-4 miesięcy, że pewnie nie będę miała wystarczająco dużo pokarmu i będziemy musieli przejść na butelkę. Miło się rozczarowałam. Początki też o dziwo nie były trudne. Z perspektywy 4 miesięcy wiem, że najbardziej pomogło mi pozytywne myślenie ( nie zakładałam opcji, że nie będę miała pokarmu) oraz picie wody niegazowanej (to też siedziało mi głęboko w głowie do tego stopnia, że już kilkanaście dni przed porodem wypijałam dziennie 2 butelki Żywiec Zdrój). Laktację udało się rozkręcić w 2 dobie po cesarskim cięciu. W szpitalu, w którym rodziłam nie było pielęgniarki laktacyjnej, ale wszystkie położne i pielęgniarki noworodkowe udzielały niezbędnych informacji. Niektóre trzeba było ciągnąć za rękaw, ale większość sama podpowiadała. Przez pierwszych kilka godzin wszystko szło dobrze, maluchy łapały brodawki i jadły. W 2 dobie ból przy karmieniu był jednak nie do wytrzymania. Kiedy syn zaczynał ssać zaciskałam zęby. I myślałam widocznie tak ma być. Z pomocą przyszła mi pielęgniarka noworodkowa, która pokazała, gdzie robię błąd. Syn łapał tylko brodawkę, a powinien brodawkę wraz z otoczką. Wiele razy o tym czytałam, jest to we wszystkich folderach propagujących karmienie piersią, oczywista oczywistość. Ale w tamtym momencie nawet nie przyszło mi do głowy, że sposób łapania przez dziecko piersi może sprawiać taki ból. Gdyby nie pomoc pielęgniarki, która de facto trwała kilkanaście sekund, z pewnością porzuciłam karmienie piersią. Ból znikną w ciągu godziny. Dlatego jeśli chcecie karmić, a czujecie, że coś nie gra pytajcie personel w szpitalu, niekoniecznie muszą to być doradcy laktacyjni, każdy ma obowiązek udzielić Wam porady.
Początkowo wszystkie karmienia maluchów zapisywałam, tak aby zawsze wiedzieć, kiedy i ile jadły. Wierzcie mi, że później kiedy już się okrzepnie w roli mamy takie notatki są zbędne. Sygnały ze strony głodnych dzieci każda mam rozpozna błyskawicznie. Jak oceniam swój wybór z perspektywy 4 miesięcy?
Wszystkie za:
- nie potrzebuję czasu na przygotowanie mleka, zwłaszcza jest to cenne w nocy;
- nie kupuję mleka (spora oszczędność zwłaszcza przy bliźniakach)
- mogę nakarmić dzieci w każdym momencie, pokarm mam zawsze przy sobie :-)
- szybko wrociłam do swojej wagi sprzed ciazy
- moje dzieci do tej pory nie zachorowały (może to są te magiczne przeciwciała, o których mówią wszyscy doradcy laktacyjni);
- podanie dziecku piersi prawie zawsze działa kojąco na płacz;
- mleko matki jest najlepszym pokarmem na świecie;
- nie wszedzie na mieście możesz karmić piersia, nawet w Warszawie mało jest takich miejsc; jesli urodzisz zimą to musisz sie z tym liczyć, latem możesz skorzystać z ławki w parku i zakryć się dyskretnie pieluszką;
- przy karmieniu bliźniaków piersią musisz mimo wszystko zakupić laktator i butelki; jednoczesne karmienie to jednak wysiłek (mnie udało się to kilka razy), a tak ściągnięte mleko przechowywane w lodówce pomoże ci uspokoić sytuację, kiedy dzieci w jednym czasie będą domagały się jedzenia, albo pozwoli wyjść z domu pozostawiając je tacie, babci lub opiekunce. Laktator pozwoli również rozkręcić laktację;
- musisz uważać na to co jesz; u mnie to nie był duży problem (poza słodyczami oczywiście :-), ale jednak należy się liczyć z tym, że dzieci nie wszystko będą tolerowały);
- na początku karmienie piersią i zmienianie pieluch zajmie Ci naprawdę dużo czasu;
Karmienie piersią bliźniaków wymaga dużo samozaparcia, ale nie zniechęcaj się, bo naprawdę warto. Pamiętaj też, że ten wybór należy do Ciebie! Nikt nie może decydować za Ciebie jak będziesz karmić swoje dzieci. Ja mam w szafce schowany Bebilion, z którego korzystam jeśli czuję, że nie mam pokarmu, albo kiedy zostawiam bejbiki pod opieką taty lub babci i nie zdążam z powrotem na karmienie. Wspomaganie diety maluchów mlekiem modyfikowanym to też nie jest grzech.
Za chwilę wejdziemy w 5 miesiąc. Nie mogę się już doczekać, aż moje bejbiki zaczną smakować świat całymi garściami w dosłownym tego sensie. A Wy co uważacie? Czy dostałyście pomoc na początku? Czy czułyście presję ze strony otocznia, że takie karmienie, a nie inne jest najlepsze?
Ps. A jeśli chodzi o Bebilon to wybrałam go z polecenia naszej Pani neonatolog ze szpitala. Dzieci zaakceptowały go bez problemu, a z innych rodzajów mleka jeszcze nie korzystałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























